Wirusy i bakterie wywołujące rozmaite zatrucia pokarmowe, gronkowce powodujące zakażenia skóry i błon śluzowych, wirus grypy, adenowirusy odpowiedzialne za infekcje dróg oddechowych lub zapalenie spojówek– wszystko to trafia do naszych organizmów za pośrednictwem brudnych rąk. Jak najczęstsze mycie rąk nie jest zatem żadną higieniczną fanaberią ani natręctwem, ale mądrą profilaktyką wielu groźnych i nieprzyjemnych chorób.
Nawet gdy nasze ręce wyglądają na czyste, na ich skórze i za paznokciami bytuje mnóstwo mikroorganizmów – czasem groźnych. Za pośrednictwem rąk przenosimy je na inne partie skóry, twarz, oczy, błony śluzowe i w ten sposób fundujemy sobie wiele nieprzyjemnych infekcji, których naprawdę małym kosztem dałoby się uniknąć.
Jak podkreślają naukowcy, mycie rąk to najlepsza ochrona przed zakażeniami. Woda i mydło okazują się skuteczniejsze w profilaktyce infekcji niż nawet najcudowniejsze preparaty podnoszące odporność. Tymczasem większość z nas… często zapomina o tak oczywistej czynności, jak regularne, dokładne mycie rąk – a nawet jeśli pamięta, czyni to niezbyt starannie.

Wszyscy jesteśmy brudasami?
Niestety, statystyki są miażdżące. Co drugi polski mężczyzna i co czwarta Polka po skorzystaniu z toalety nie myje rąk. Jest to szczególnie niepokojące w przypadku korzystania z toalet publicznych. Rzadkością jest też mycie rąk zaraz po przyjściu do domu albo wejściu do restauracji – a przecież chorobotwórcze drobnoustroje są wszędzie, nie tylko w toaletach, ale także na klamkach, poręczach i uchwytach w komunikacji miejskiej, rozmaitych obiektach użyteczności publicznej, klawiaturach komputerów i bankomatów, a nawet – osobistych telefonach komórkowych. Te ostatnie są wręcz siedliskiem mikrobów – a przecież własny telefon bierzemy do ręki non stop, uważając go za bezpieczny przedmiot… Mycie rąk przed posiłkiem to także nawyk, który nie wszyscy z nas praktykują – choć oczywiście nikt się do tego nie przyzna.
Brudne ręce, które stykały się z rozmaitymi przedmiotami, niekoniecznie muszą zawędrować do ust, żeby rozprzestrzeniło się zakażenie. Wystarczy taką nieumytą ręką dotknąć twarzy, kącika oka, warg, okolic nosa. Bakterie już sobie poradzą. Z dotykaniem twarzy warto uważać także w pracy czy w domu, gdzie przebywa ktoś chory. Osoba chora, kaszląc i kichając, roznosi wirusa drogą kropelkową i nie oznacza to, że musi kichnąć nam prosto w twarz. Wystarczy, że kropelki padną w okolicach mebla lub przedmiotu, którego wkrótce dotkniemy. Dotykając następnie twarzy zapewniamy mikrobom wygodny transport.
Wielu z nas też doskonale wie, że nie należy zbyt czule witać się z osobą przeziębioną czy zakatarzoną – ale już wymiana uścisków dłoni uznawana jest za bezpieczne przywitanie. Ręka taka potem bezwiednie powędruje w okolice twarzy i…
Żeby mikroby nie zaatakowały…
O tym, że mycie rąk jest nawykiem, który wszyscy powinniśmy opanować i uczyć tego nasze dzieci, teoretycznie wiemy wszyscy. U dzieci zwykle pilnujemy umycia rączek przed jedzeniem, często przypominamy im też o tym po zakończeniu wizyty w toalecie. Stosunkowo najrzadziej większość z nas pamięta o tej czynności po przyjściu do domu ze spaceru, pracy, zakupów…
Dodatkowym problemem jest to, że czasem nawet umycie rąk może być niewystarczające – w przypadku np. gdy ograniczymy się wyłącznie do pobieżnego ochlapania dłoni wodą lub nawet umycia mydłem – ale krótko, szybko i niedokładnie. Kwestie „toaletowe” są dodatkowo powikłane faktem, że po umyciu rąk np. w publicznej toalecie często suszymy je pod strumieniem powietrza z toaletowej suszarki (często ona także jest rozsadnikiem bakterii, ostatecznie obraca się w niej powietrze z… toalety) a następnie… chwytamy beztrosko za klamkę, która z pewnością do najczystszych nie należy.
Dlatego, jeśli już musimy korzystać z publicznych toalet (czasem nie ma wyjścia) po umyciu rąk należy dokładnie je wysuszyć, ale raczej przy użyciu jednorazowego ręcznika (lub własnej chusteczki higienicznej) a wychodząc z „przybytku” klamkę warto chwycić przez chusteczkę – szczególnie w sytuacji, gdy poszliśmy umyć ręce, żeby następnie coś zjeść.

Jak myć, żeby umyć?
Okazuje się, że prawidłowe mycie rąk to wcale nie taka prosta sprawa. Większość z nas czyni to niedokładnie i za krótko, w związku z czym na rękach pozostaje sporo zanieczyszczeń, a nawet zarazków. Te ostatnie najlepiej czują się między palcami i pod paznokciami, a te miejsca często omijane są podczas szybkiego mycia.
Tymczasem aby osiągnąć odpowiedni efekt, ręce należy myć przynajmniej przez pół minuty, ciepłą bieżącą wodą i mydłem – o wiele higieniczniejsze jest takie w płynie. Dobrym rozwiązaniem dla rąk jest też mydło antybakteryjne. Gdy mydło się spieni, należy bardzo dokładnie pocierać o siebie zewnętrzną i wewnętrzną stronę dłoni, a także opuszki palców (można nawet spróbować „sięgnąć” pod paznokcie), przestrzenie między palcami, nadgarstki i kciuk. Te dwa ostatnie punkty bardzo często pomijamy podczas pobieżnego mycia – a to wielki błąd. Następnie dłonie należy starannie wysuszyć – wilgotna skóra stwarza bowiem wspaniałe warunki do rozwoju bakterii. Wycierając ręce, nie zapominajmy o zakamarkach między palcami.

Kiedy należy umyć ręce?

  • za każdym razem, gdy wrócimy do domu lub wejdziemy do pomieszczenia (pracy, restauracji, mieszkania znajomych);
  • obowiązkowo przed posiłkiem, nawet takim „w biegu” – jeśli jemy w miejscu publicznym i nie mamy dostępu do łazienki lub jest ona bardzo „niewyględna” użyjmy nawilżanej chusteczki lub antybakteryjnego żelu – ten ostatni eliminuje ok. 99 proc. drobnoustrojów;
  • po wyjściu z toalety – domowej i publicznej;
  • za każdym razem, gdy wytrzemy nos, kaszlniemy lub kichniemy w stulone ręce – jeśli nie ma innej możliwości, także użyjmy żelu lub wilgotnej chusteczki;
  • gdy pogłaszczemy zwierzę lub bawimy się z nim.

Właściwa i staranna higiena rąk to naprawdę najlepsza profilaktyka wielu groźnych chorób. Nawyk ten może niekiedy uratować nas przed chorobami o bardzo nieprzyjemnym przebiegu (np. takimi, którym towarzyszy biegunka), zakażeniami wirusowymi i zatruciami. Jak twierdzą eksperci, regularne mycie rąk może zmniejszyć liczbę zatruć o połowę, a o jedną trzecią – zapadalność na infekcje wirusowe. Modyfikując zatem dość przekornie pewne znane łobuzerskie powiedzonko, które uwielbiają dzieci, można powiedzieć, że częste mycie… przedłuża życie.