Nowe rozwiązania dla pacjentów ze znacznym stopniem niepełnosprawności przygotowało Ministerstwo Zdrowia. Zgodnie z nowelizacją pracy o systemie informacji w ochronie zdrowia oraz kilku innych, np. ustawy Prawo Farmaceutyczne, będą oni mogli kupować leki przez internet, nie wychodząc z domu. Nowelizacja będzie jednak dotyczyła wyłącznie leków przepisanych przez lekarza i pielęgniarkę na e-receptę.

Zmiany zostały zatwierdzone przez Sejm już w lipcu, a kupowanie leków drogą internetową przez uprawnionych pacjentów z poświadczonym znacznym stopniem niepełnosprawności ma być możliwe od stycznia. Trwają prace nad dopięciem rozmaitych szczegółów – niezbędne jest przygotowanie rozporządzeń, które będą regulowały kwestie związane z dystrybucją leków, ich przewożeniem oraz przechowywaniem.

Pod same drzwi?

Rozwiązanie to ma być wyjściem naprzeciw potrzebom i problemom pacjentów niepełnosprawnych, dla których wyjście z domu i wizyta w aptece są trudnym wyzwaniem. W momencie, gdy zapisy ustawy wejdą w życie, osoby te będą mogły w niezbędne medykamenty zaopatrywać się przy pomocy paru kliknięć, a zamówiony lek dostarczy im do domu kurier – choć najprawdopodobniej będzie to usługa dodatkowo płatna. Zamówienie zostanie zweryfikowane pod kątem uprawnień pacjenta, czyli stopnia niepełnosprawności. Do wstępnej weryfikacji ma wystarczyć oświadczenie złożone przez pacjenta. Pamiętajmy jednak, że wszelkie dane dotyczące pacjentów znajdą się w Internetowym Koncie Pacjenta, do którego będą mieli dostęp zarówno lekarze, jak i farmaceuci. Pojawiła się także propozycja, aby na e-recepcie widniało specjalne oznaczenie, iż jest to recepta osoby niepełnosprawnej.

Drogą internetową wydawane będą wyłącznie leki przepisane przy użyciu e-recepty. Te ostatnie mogą być wypisane zarówno przez lekarza, jak i uprawnioną pielęgniarkę – także podczas tzw. e-wizyt. Oczywiście, realizacja e-recepty przez internet możliwa będzie wyłącznie w aptekach i punktach aptecznych mieszczących się na terenie naszego kraju.

Obawy i zastrzeżenia

Pacjentów zaskakują coraz to nowe zmiany, które ich czekają w najbliższej przyszłości i zastanawiają się nad jednym – czy to w ogóle wypali? Dość sceptycznie do tego rozwiązania podchodzą farmaceuci – obawiają się, że cały ciężar jego logistycznej obsługi spadnie wyłącznie na nich. Uważają także, że niezbędne jest ścisłe sprecyzowanie, jak ma wyglądać nadzór nad taką sprzedażą. Obawiają się np. tego, że tą drogą mogą być sprzedawane także środki niebezpieczne dla zdrowia osób postronnych, które nie powinny trafiać w niepowołane ręce. Wątpliwości jest wiele: co, jeśli przesyłka nie trafi we właściwe ręce, jeśli ulegnie uszkodzeniu lub jeśli lek, który pacjent powinien zażyć natychmiast, nie dotrze na czas? Obawiają się także ewentualnych nadużyć, takich jak np. przepisywanie i wykupywanie zbyt wielkiej ilości medykamentów, a następnie ich wywóz poza granice kraju lub handel nimi.

Ministerstwo zapewnia jednak, że zanim rozwiązanie wejdzie w życie, każdy dyskusyjny punkt zostanie uregulowany stosownymi rozporządzeniami, dotyczącymi np. warunków przechowywania, pakowania, zabezpieczania zakupionych medykamentów, a także ich wysyłki do pacjentów. Ponadto cały system, który obsługuje e-recepty, ma być klarowny i szczelny, choćby z tego powodu, że pojawią się w nim wszystkie informacje dotyczące ilości zarówno przepisywanych jednej osobie, jak i wykupionych przez nią leków. Jest także możliwość wydania odrębnego rozporządzenia, w którym Minister Zdrowia określi, które produkty lecznicze wydawane na recepty nie będą mogły być sprzedawane drogą elektroniczną. Wszystkie propozycje i pomysły są na bieżąco konsultowane, także ze środowiskiem farmaceutycznym.

Można się oczywiście zastanawiać, dlaczego – skoro już rozwiązanie takie ma wejść w życie – ułatwienie to nie obejmie wszystkich pacjentów? Po pierwsze, jest to swoisty pilotaż, a wybrana grupa jest tą, która ma najwięcej trudności i problemów z prawidłowym zadbaniem o własne zdrowie, w tym także z dostępnością leczenia – dlatego przede wszystkim należało zadbać o jej potrzeby i zapewnić jej udogodnienia w dostępie do leków i innych środków medycznych. Aktualny system nie jest jeszcze natomiast dostosowany do tego, żeby możliwa była sprzedaż leków tą drogą wszystkim pacjentom – choć oczywiście jest to możliwe w dalszej przyszłości. Póki co na przykładzie tego rozwiązania będzie można przyjrzeć się, jak sprawdza się ono w praktyce, co jeszcze warto poprawić, usprawnić, dopracować. Zwłaszcza, że testowane będzie nie jedno rozwiązanie, ale więcej elementów całego nowego systemu, który – jak to z nowościami bywa – zawsze w jakichś paru szczegółach może się okazać słabiej przygotowany.

Co się zmieni?

Do tej pory możliwe było sprzedawanie drogą wysyłkową przez apteki oraz punkty apteczne produktów leczniczych wydawanych bez przepisu lekarza – z wyjątkiem tych, których wydawanie było ograniczone wiekiem pacjenta. W sprzedaży internetowej znajdowały się zatem leki bez recepty, suplementy diety, rozmaite produkty i akcesoria medyczne, a także produkty zielarskie i kosmetyki.

Poprawka, która została dodana do artykułu 68 w ustawie Prawo Farmaceutyczne brzmi, iż dopuszcza się również prowadzenie wysyłkowej sprzedaży produktów leczniczych wydawanych z przepisu lekarza, jeśli zostaną one przepisane osobie posiadającej orzeczenie o niepełnosprawności. W znowelizowanej ustawie o systemie informacji w ochronie zdrowia zapisano także punkty dotyczące Internetowego Konta Pacjenta, Zintegrowanego Informatora Pacjenta oraz możliwości wystawiania recept przez pielęgniarki i położne.

O wszystkich planowanych i wprowadzanych zmianach informowaliśmy już kilkakrotnie – obecnie przychodzi moment, kiedy wszystkie zaczną one być sprawdzane w praktyce. A gdy już się sprawdzą – szczególnie ta ostatnia – być może nic nie stanie na przeszkodzie, aby prawo do internetowych zakupów objęło także pozostałych pacjentów. Nawet bowiem dla osoby pełnosprawnej, ale ogarniętej nagłą infekcją i nie mającej siły wyjść z domu, lub po prostu zapracowanej, a stale przyjmującej leki, możliwość internetowego ich zakupu może być znaczną ulgą, a niekiedy wręcz ratunkiem.

Agnieszka Mączyńska-Dilis