O legalizacji medycznej marihuany w Polsce mówi się niewiele, choć ustawa dopuszczająca jej stosowanie do celów medycznych i legalną sprzedaż w aptekach, została podpisana w listopadzie 2017 roku. Od tego czasu trwały prace nad jej wprowadzeniem w życie (w tym rejestracją produktu, czyli suszu konkretnej odmiany marihuany). Już pod koniec ubiegłego roku było wiadomo, że marihuana pojawi się w aptekach, jednak ostatecznie można ją kupić, oczywiście wyłącznie na receptę, od drugiej połowy stycznia br.

Marihuana przebyła w Polsce długą drogę. Ta roślina o wielu właściwościach leczniczych (a także, niestety, psychoaktywnych), jest u nas zakazana jako substancja narkotyczna, a jej posiadanie – karane. Jednocześnie już kilka lat temu słyszeliśmy o eksperymentalnych terapiach, także u dzieci. Jeśli do kuracji miała być stosowana odmiana konopi zawierająca psychoaktywny składnik THC (tetrahydrokannabinol), za każdym razem zgodę musiało wyrazić Ministerstwo Zdrowia. Podkreślamy to, bo wiele medycznych zastosowań mają także preparaty z odmian konopi nie zawierających psychoaktywnego składnika, a wyłącznie CBD – kannabidiol. Te ostatnie były i są w Polsce całkowicie legalne. Jednak, jak niektórzy z nas pamiętają, eksperyment w Centrum Zdrowia Dziecka budził ogromne kontrowersje, do tego stopnia, że prowadzący go lekarz, dr Marek Bachański, stracił w pewnym momencie pracę.

Konopie konopiom nierówne

Zanim zaczniemy pisać o konopiach, marihuanie, leczeniu chorób i legalizacji, uporządkujmy pewne fakty dotyczące tej rośliny oraz wchodzących w jej skład substancji leczniczych. Konopie bowiem konopiom nierówne. W Polsce legalna jest uprawa odmian Cannabis Sativa pozbawionych psychoaktywnego THC. Oczywiście uprawy legalnych odmian konopi (ich zastosowanie jest bardzo szerokie, z niektórych pozyskuje się siemię konopne, włókna, wytwarza olej spożywczy, z innych olej CBD wykorzystywany do celów leczniczych), są ściśle kontrolowane. Konopie te nie mogą zawierać większej ilości THC, niż dozwolona prawem (śladowa) ilość 0,2 proc. Mogą natomiast zawierać kannabidiol, który ma wiele właściwości leczniczych – koi ból, wspomaga terapię niektórych rodzajów padaczki, nowotworów, choroby Alzheimera, stwardnienia rozsianego i wielu innych chorób. Olej CBD, wytwarzany z kwiatów odmian pozbawionych THC, można legalnie kupować w sklepach z produktami konopnymi, może być także ordynowany na receptę.

Inaczej było z odmianami zawierającymi tetrahydrokannabinol, czyli naszą marihuaną. Ta była i – stosowana w innych celach niż terapia zaordynowana przez lekarza – nadal jest nielegalna. Wielu chorych czekało jednak jak na zbawienie na legalizację tego właśnie rodzaju konopi. Dlaczego, skoro mamy CBD? Otóż nie wszystkim pacjentom pomaga akurat ta substancja – w niektórych przypadkach bardziej skuteczne jest zastosowanie odmian z THC. Mają one zastosowanie także w terapii nowotworowej, w leczeniu stwardnienia rozsianego, padaczki lekoopornej, przewlekłych zespołów bólowych, jaskry, spowalnianiu postępów choroby Alzheimera i Parkinsona, trwają ponadto prace nad wpływem marihuany na terapię cukrzycy. Jak twierdził wielki zwolennik leczenia marihuaną, prof. Jerzy Vetulani, marihuana może być także skuteczna w leczeniu zaburzeń lękowych, bezsenności, depresji – oczywiście terapia taka za każdym razem musi być indywidualnie dobrana do pacjenta.

Skręt na receptę?

Warto wiedzieć, że już wcześniej w Polsce w obrocie farmaceutycznym znajdował się jeden lek zawierający aktywne składniki konopi (także THC) – Sativex. Był on jednak bardzo drogi, a jego przepisywanie i stosowanie ściśle reglamentowane. To jednak, o czym teraz mowa, to susz kwiatowy, który pacjent będzie mógł palić lub w inny sposób przyjmować drogą wziewną, np. przy użyciu specjalnego urządzenia – waporyzatora.

Oficjalnie marihuanowy susz (odmiana zawierająca 19 proc. psychoaktywnego THC oraz mniej niż 1 proc. CBD, dystrybuowana przez  kanadyjską firmę Spectrum Cannabis) miał być sprzedawany w aptekach już od grudnia 2018, jednak trafił do Polski miesiąc później.

Marihuana medyczna  może być sprzedawana wyłącznie na specjalną receptę Rpw (zwaną także „różową” receptą), na którą ordynuje się leki zawierające substancje psychoaktywne. Musi ona być wypisana po łacinie i zawierać opis przygotowania leku. Receptę może wystawić każdy lekarz. Farmaceuta, który otrzyma taką receptę, musi przygotować dla pacjenta preparat dokładnie wg zawartych na niej wskazań. Lek, jak już wspomnieliśmy, sprzedawany jest w formie suszu kwiatowego, a pacjent otrzymuje wskazówki dotyczące zastosowania go drogą wziewną (palenia lub waporyzacji). Jeden gram preparatu kosztuje około 65 zł, kuracja więc nie należy do tanich.

Medyczną marihuanę można kupić w aptekach należących do sieci Prima ( w Poznaniu, Koninie oraz Wrocławiu). Jeśli jednak przedstawimy receptę w innej aptece, farmaceuta powinien sprowadzić dla nas preparat.

Mały czy duży krok?

Co się tak naprawdę zmieniło? Można powiedzieć, że dla jednych niewiele, dla innych bardzo dużo. Zmienia się bowiem to, że niektórzy chorzy, jeśli się odważą, jeśli odważą się ich lekarze (bo to wcale nie jest w stu procentach pewne – wystarczy wspomnieć, że lekarze niechętnie przepisywali nawet legalny, tyle że bez recepty bardzo drogi, olej CBD), będą mieli oficjalny dostęp do naturalnego, ziołowego leku, który ukoi ich dolegliwości, a w niektórych przypadkach także złagodzi lub spowolni postęp choroby. Będą mogli, jeśli dostaną receptę, zdobyć go legalnie, choć nie tanio.

Zmienia się jeszcze to, że osoby, które już leczyły się marihuaną, zdobywając ją sobie z nielegalnych źródeł, będą mogły przestawić się na źródła legalne i przestać się bać. O ile, oczywiście, dostaną receptę. Dla tych osób zmieni się bardzo dużo. Dla wielu chorych jednak nie zmieni się nic. A to dlaczego? Dlatego, że każda taka nowość na początku budzi obawy, a to przecież dopiero pierwsze miesiące… Recepty będą na pewno ściśle weryfikowane – oczywiście słusznie i nie należy się temu dziwić. Jest jednak duże ryzyko, że lekarze będą przepisywać lek niechętnie – zwyczajnie mogą się obawiać go ordynować. „Dmuchając na zimne” mogą zatem ograniczać się wyłącznie do naprawdę bardzo oczywistych przypadków. A inni chorzy, którym się nie uda, nadal będą mieli do wyboru albo drogę nielegalną, albo rezygnację z kuracji. Czas zresztą pokaże. Na razie sprawa jest zbyt świeża i trudno o jakieś podsumowania. Oczywiście życzymy wszystkim chorym, którzy kwalifikują się do kuracji medyczną marihuaną, aby nie mieli trudności ani ze zdobyciem recepty, ani samego leku, który też – zanim trafi do chorego – musi na razie przejść dość długą drogę. Póki co, pozostaje się cieszyć, że w ogóle rozwiązanie to się pojawiło. I trzymać kciuki, żeby eksperyment się udał.

Agnieszka Mączyńska-Dilis