Sztuka relaksu – krok po kroku

 Przemęczeni, przepracowani, przeciążeni odpowiedzialnością rzadko znajdujemy chwilę, by usiąść i odpocząć, naładować akumulatory. Tymczasem ciało i umysł nie są maszyną, która może funkcjonować bez chwili odpoczynku. Tempo dzisiejszego życia sprawia, że nawet w czasie, którym moglibyśmy przeznaczyć na odpoczynek myślimy, planujemy, robimy strategie albo wręcz przeciwnie – rozpamiętujemy wydarzenia z całego dnia. Dlatego nawet gdy wygodnie siedzimy albo zasypiamy – jesteśmy w ciągłym napięciu i niepokoju. Czas postawić temu kres!

Jeśli nie nauczymy się odpoczywać i relaksować, pozostawiać „za drzwiami” wszystkie niepokoje, lęki i niedokończone sprawy (które i tak sfinalizujemy dopiero następnego dnia), to nasz organizm – zarówno ciało, jak i umysł – szybko się zużyje. Jeśli przez dłuższy czas nie pozwolimy sobie na regenerację sił a umysłowi na wypoczynek, w naszym wnętrzu będzie narastał wyniszczający stres.

Za zamkniętymi drzwiami

Warto wyobrazić sobie, że tak jak zamykamy za sobą drzwi domu, pozostawiając zewnętrzny świat za sobą, tak samo zatrzaskujemy drzwi w swoim umyśle. Tam, gdzie w tej chwili przebywamy, nie powinny przedostać się żadni „niechciani goście”. Jesteśmy tam bezpieczni i powinniśmy odczuwać wyłącznie spokój i przyjemność.

Początkowo można w tym celu rzeczywiście zamknąć się na pewien czas w jednym pokoju. Może to być trudne w przypadku osób żyjących w licznej rodzinie albo posiadających małe dzieci, jeśli jednak uda nam się wygospodarować taką chwilę dla siebie, koniecznie z niej skorzystajmy. Przygotujmy sobie wygodne miejsce do leżenia, zaciemnijmy okna, wywietrzmy wcześniej dobrze pomieszczenie. Możemy włączyć cichą, spokojną muzykę – odgłosy przyrody, delikatną muzykę klasyczną, albo specjalną tzw. relaksacyjną. Można zapalić kominek zapachowy i wlać do niego kilka kropel lawendowego olejku. Wchodząc do pomieszczenia wyobraźmy sobie bardzo silnie, że oto – tak jak za chwilę zamkniemy za sobą te realne drzwi – zamykamy także te mentalne, aby oddzieliły naszą psychikę od zgiełku, który do tej pory ją niepokoił.

Pełny reset

Początkowo relaks nie będzie łatwy, jednak warto próbować. Musimy położyć się wygodnie (można leżeć na wznak, jednak warto mieć coś pod głową i karkiem, także nogi można ułożyć nieco wyżej niż resztę ciała. Kładziemy się i staramy się… nie myśleć. Chociaż przez chwilę. Będzie to bardzo trudne. Można wykorzystać technikę zalecaną początkującym adeptom medytacji – skupiamy się na oddechu, licząc spokojne wdechy i wydechy.

Po jakimś czasie staramy się uspokoić umysł i nie angażować go nawet w liczenie oddechów. Po prostu połóżmy się i skupmy na sygnałach płynących z ciała. Poczujemy w pewnym momencie każdy jego fragment – zmęczone i napięte mięśnie, które mogą sprawiać spory dyskomfort – będziemy mieć wrażenie, że przeszkadza im to nagłe bycie w bezruchu, obolałe kręgi i stawy. Odpuśćmy to. Za chwilę prawdopodobnie poczujemy sygnały ze strony narządów wewnętrznych – usłyszymy bicie własnego serca, poczujemy, jak nasz układ pokarmowy pracuje. Usłyszymy lekki szum w uszach, możliwe, że nasze oczy nie będą mogły się uspokoić. Może to budzić lekki dyskomfort, ale nie należy się martwić. To po prostu sygnał, że nasz organizm do tej pory działając na najwyższych obrotach nie bardzo wie co robić, aby je zwolnić. Po pewnym czasie to minie. Być może zaśniemy.

Możliwe jednak, że nie będziemy w stanie uspokoić umysłu i pozbyć się niepokojących myśli. Ba, często będziemy mieć wrażenie, że są one jeszcze gwałtowniejsze, podbijane poczuciem winy „przecież ja nic nie robię”. Nie poddawajmy się temu. Właśnie teraz robimy coś ważnego, ważnego dla siebie. Po pewnym czasie poczujemy się odprężeni i rozluźnieni i nauczymy się „odcinać” od niepokojących myśli.

Techniki relaksacyjne

Jest wiele technik, które mogą wspierać taki domowy relaks. Jedną z nich jest wyobrażanie sobie, że każdy fragment naszego ciała, każda kończyna, a nawet palec, staje się bardzo ciężki. Staramy się czuć ten ciężar i poddać się mu. Następnie wyobrażamy sobie ciepło ogarniające powoli całe ciało, koncentrujące się następnie w okolicach splotu słonecznego. Staramy się czuć bicie własnego serca i wyciszać oddech. Techniki te pochodzą z metody zwanej treningiem autogennym Schultza – jest on w pewnym sensie rodzajem autohipnozy.

Jeśli natomiast odczuwamy, że nasze ciało jest wyraźną przeszkodą w osiągnięciu rozluźnienia, możemy wspomóc się ciepłą kąpielą, a następnie zastosować inną metodę, polegającą na naprzemiennym napinaniu i rozluźnianiu kolejnych partii mięśni. Ważne, żeby naprawdę je rozluźniać, nie trzymać w napięciu. Techniki te należą do innej metody relaksacji – tzw. treningu Jacobsona, skupiającego się na pracy z ciałem. Praktykując ją warto przyjąć pozycję, która zdaniem wielu specjalistów od „mowy ciała” uchodzi za absolutnie niedopuszczalną, świadczy o naszym pozamykaniu się, etc. – jedną stopę oprzeć na drugiej, a dłonie skrzyżować na klatce piersiowej. Pozostanie przez pewien czas w tej pozycji relaksuje i przywraca poczucie bezpieczeństwa.

Każdemu według potrzeb

Jeśli chcemy naprawdę się odprężyć i zrelaksować, warto zorientować się, czego tak naprawdę potrzebujemy. Jednym przyda się taki właśnie relaks w samotności, inni zdecydowanie lepiej odpoczną uprawiając sport, jeżdżąc na rowerze, spacerując po lesie. Jeszcze innym po prostu wystarczy spokojna, ciepła kąpiel czy czas spędzony na przyjemnej lekturze. Jeśli jesteśmy w dobrych relacjach z partnerem, może warto zafundować sobie miły wieczór z relaksującym wieczornym masażem czy sesją czułego seksu. Ważne jest jedno – aby naprawdę umieć odciąć się od tego, co nas niepokoi, dręczy, przez co żyjemy w ciągłym napięciu. Nie jest to łatwe, jednak warto podjąć takie wyzwanie. Poświęcony sobie czas to najlepszy prezent dla samych siebie – i zarazem inwestycja we własne zdrowie, także psychiczne.