Czy istnieje idealny zimowy posiłek, który rozgrzeje, doda energii, poprawi nastrój, zaspokoi głód, a jednocześnie nie spowoduje pojawienia się nadprogramowych kilogramów? Z pewnością mogą być nim zupy. Zimowa zupa powinna być gęsta, pełna warzyw, sycąca i pachnąca. Jeśli będzie odpowiednio skomponowana, dostarczy wszystkich niezbędnych składników odżywczych, a dodatkowo – nawodni organizm!

Kiedyś oskarżano zupy o powodowanie nadwagi (odchudzające się panie zwykle z nich rezygnowały). Przyczyną ich złej sławy było popularne w polskiej kuchni zagęszczanie zasmażką z mąki lub okraszanie słoniną, dodatek tłustej śmietany, makaronu z białej mąki etc. W połączeniu z rozgotowanymi warzywami (jeśli w ogóle zostawały one w zupie, a nie były wyjmowane na jarzynową sałatkę) sprawiało to, że tradycyjne zupy nie tylko były kaloryczne, ale także ich indeks glikemiczny (np. uwielbianej przez Polaków pomidorowej z makaronem czy białym ryżem) był bardzo wysoki, w związku z czym uczucie sytości zapewniały na raczej krótki czas. Co więcej, jeśli stanowiły jedyne danie, zwykle zagryzane były dużą ilością pieczywa. Zupy oparte na zdrowej kaszy czy warzywach strączkowych (krupnik, grochówka, fasolowa), gotowane były najczęściej na tłustym mięsie i okraszane dużą ilością zwierzęcego tłuszczu, co zwiększało ich kaloryczność i sprawiało, że nie były specjalnie zdrowym posiłkiem.

Jednocześnie, wraz z przyspieszaniem się tempa życia, pojawiło się przekonanie, że zupy to właściwie kuchenna ekstrawagancja, bo kto ma czas na przyrządzanie i jedzenie dwudaniowych posiłków, a przecież samą „zupką” trudno się najeść. Co najwyżej przypominaliśmy sobie o nich jesienią i zimą, szukając sposobu na rozgrzewkę…

Nowy wymiar zupy

Zła sława zup zaczęła mijać, gdy na naszym rynku pojawiło się coraz więcej nieznanych wcześniej warzyw, także strączkowych, gdy zaczęliśmy eksperymentować i odkrywać nowe smaki. Jednocześnie dietetycy zaczęli podkreślać, że każdy z nas powinien codziennie spożywać  pięć porcji owoców i warzyw, a zupa może być doskonałym ich źródłem, oczywiście pod warunkiem, że faktycznie zawiera przede wszystkim warzywa.

Moda na kuchnię zdrowszą i lżejszą sprawiła, że wielu z nas sięgnęło po warzywa i przekonało się, że jak najbardziej można ugotować smaczną i sycącą zupę bez dodatku tłustego mięsa czy niezdrowych zapychaczy. Odkryliśmy zupy-kremy z warzyw dyniowych (nie tylko dyni, ale także cukinii czy patisona), kapustnych (kalafior, brokuł), korzeniowych (pietruszka, seler, marchewka, burak), a nawet poznaliśmy nowy wymiar pomidorowej w postaci aromatycznego kremu. Przekonaliśmy się, jak doskonałym dodatkiem zagęszczającym zupę mogą być różnego rodzaju kasze – np. jaglana. Kuchnie orientalne pokazały nam, jakie sycące i pachnące cuda można zrobić z warzyw strączkowych – soczewicy, grochu czy cieciorki, a także – jaką metamorfozę może przejść zwykły rosół lub bulion warzywny, jeśli dodamy do niego aromatyczne przyprawy, orientalne grzyby, makaron sojowy czy ryżowy, świeże zioła, sos sojowy czy pastę miso. Odkryliśmy, że zupę można posypać nie tylko koperkiem czy natką pietruszki, ale także nasionami słonecznika, dyni czy sezamu.

Jednym słowem, dziś zupę można zrobić ze wszystkiego – nawet z przysłowiowej gruszki i pietruszki! Ta ostatnia jest bardzo aromatyczna, ma ciekawy smak, a dzięki dużej ilości zmiksowanych składników zapewnia uczucie sytości i nie tuczy.

A tradycyjne polskie zupy? One także przeszły pewną metamorfozę. Coraz częściej gotujemy je na wywarach warzywnych, nie zagęszczamy mąką, oszczędnie dodajemy śmietanę, często zastępując ją jogurtem. Świetnym sposobem na zagęszczenie zupy, np. pomidorowej, jest wcześniejsze zmiksowanie warzywnego wywaru. Możemy wtedy dodać mniej makaronu i śmietany, a jeśli zamiast zwykłego przecieru weźmiemy pulpę pomidorową czy puszkowane krojone pomidory, będzie miała jeszcze więcej błonnika. Łatwo odchudzić także krupnik, grochową, fasolową czy kapuśniak – wystarczy je intensywniej przyprawić, dodać raczej olej niż zasmażkę lub smażoną słoninę, a do zagęszczenia użyć… utartego na drobnej tarce ziemniaka lub odrobiny żytniej mąki (idealnie pasuje do kapuśniaku).

Dlaczego warto?

Dlaczego warto jeść zupy, szczególnie w chłodne dni? Przede wszystkim są one doskonałym źródłem witamin i minerałów, składników odżywczych oraz błonnika. Są na ogół lekkostrawne i nie obciążają przewodu pokarmowego. Rozgrzewają cały organizm, warto je jeść zarówno przed wyjściem z domu (wtedy łatwiej zniesiemy chłody), jak i po powrocie – wtedy skutecznie rozgrzeją. Taki posiłek stymuluje także układ odpornościowy – szczególnie jeśli zupę odpowiednio przyprawimy, np. czosnkiem, pieprzem, imbirem lub chili.

Zupy to wbrew pozorom także sycące dania. Jeśli zawierają dużo warzyw, kasze, dodatek nasion roślin strączkowych, to zapewniają długotrwałe uczucie sytości, bez ataków wilczego głodu między posiłkami. Nawadniają organizm, co jesienią i zimą jest bardzo ważne. Zwykle w tym czasie przyjmujemy mniej napojów, więc jeśli np. dwa z naszych posiłków będą oparte na zupach, łatwiej wyrównamy deficyt płynów. Odpowiednie nawodnienie ma korzystny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu, samopoczucie, a także dobry wygląd.

Są też niskokaloryczne – oczywiście pod warunkiem, że nie zawierają niezdrowych dodatków typu zasmażki, duże ilości tłuszczu i śmietany. Istnieje nawet specjalna dieta odchudzająca (choć nie polecamy jej stosowania przez dłuższy czas), której podstawą są wyłącznie warzywne zupy (nie tylko słynna kapuściana). Apetycznie podana zupa-krem może być też sposobem na przemycenie warzyw do diety dziecka. A jeśli skrzywi się na takie danie, można przemycić warzywa w zwykłej pomidorowej, miksując wcześniej wywar. Gwarantujemy, że żaden niejadek nie pozna się na podstępie!

Agnieszka Mączyńska-Dilis